Hoho, coś długo mnie nie było! I nie będę tutaj się tłumaczyć nauką, bo raczej nie nauka była dla mnie w ty czasie najważniejsza. ;)
Mija miesiąc, odkąd w moim życiu pojawił się Muzyk. Niespodziewanie. Cudownie. Jestem szczęśliwa, czuję, że żyję pełnią życia, cały czas się uczę. I dobrze mi z tym!
To niesamowite, jak człowiek może się przywiązać do innej osoby. Tak dobrze czuję się w towarzystwie ukochnej osoby i to sprawia, że sama jego obecność wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Czuły gest, nawet przekomarzanie się... I problemy stają się nagle mniejsze, nie znów takie tragiczne i uciążliwe. Wiem, że dam sobie radę, że przecież wszystko będzie dobrze. Z czasem.
W końcu.
Martwię się o ciebie, kochana. Martwię się, a jednocześnie podziwiam cię za wytrwałość. Z jednej strony noga i perspektywa szpitala, z drugiej On. "Kochany ślepiec", że tak go obrazowo nazwę. Ale nie martw się! Masz nas, kłopoty się w końcu skończą, a i on w pewnym momencie się zorientuje i zwróci uwagę na to, co istotne, jestem pewna. :)
Poza tym wzruszyła mnie reakcja ludzi, któzy z własnej woli od razu rzucają się na pomoc, by ponieść plecak lub chociaż uraczyć miłym słowem. Wydaje mi się, że nie są to fałszywe sygnały, mające na celu przypodobać ci się, ale niosące szczere intencje szybkiego powrotu do zdrowia i wywołania na twojej buzi uśmiechu.
Lubimy twój uśmiech. :)
--------------
Tylko przestań nosić taki ciężki plecak!!!
Zmianom w moim życiu nie koniec. Dziś nastąpił kolejny przełom, który sprawił, że mogę iść dalej do przodu z podniesioną głową. To bardzo buduje.
Uwielbiam śpiewać. To mnie relaksuje, poza tym podobno nie mam złego głosu. Dlatego też śpiewałam kiedyś w chórze szkolnym. To były piękne czasy, jednak wszystko przemija. A dzięki dyrygentce poprzysięgałm sobie dwa lata temu, że już nigdy nie zaśpiewam publicznie. Śpiewanie przed kimś było dla mnie udręką i od tego czasu ograniczałam się do nucenia pod prysznicem. To smutne, ale jedna osoba była w stanie przyćmić mi to, co kocham.
Tak było do dzisiaj. Wzięłam udział w castingu do szkolnego musicalu. Kosztowało mnie to niemało stresu (tym bardziej, że na ostatniej lekcji czekał nas teścik z matematyki), ale przełamałam się i zaśpiewałam. A ze szkoły wyszłam już jako zupełnie inny człowiek. Czułam się wolna, jakbym wróciła w końcu do siebie!
To było piękne.
I nie wiem, czy się dostałam czy nie - nawet nie jest to takie istotne. Ważne jest dla mnie, że dałam radę. A nauka z tego jest taka, że nie warto przejmować się jedną złośliwą opinią pośród wielu szczerych.
Muzyk śmieje się ze mnie i wścieka, że tak się wszystkim stresuję i przejmuję. Nie chcę mówić, że po prostu taką mam naturę, bo przecież wszystko można zmienić - trzeba tylko trochę chcieć. I chyba ma rację, lepiej podejść do niektórych spraw z czystym umysłem, niż bolącym brzuchem.
"Stoję na urwisku i patrzę w dal, wypatrując cię na horyzoncie. Tak, wiem, że cię tam nie zobaczę, mimo to czuję twoją obecność, wiem, że tu jesteś. Jesteście. Martwi i żywi. Ze mną."
Róbcie to, co kochacie, nie pozwólcie, aby inni niszczyli wam życie złośliwymi i nieszczerymi uwagami. Sami wiecie, co jest dla was najlepsze. Powodzenia! :)
A na koniec mała, osobista dygresja: uwielbiam wiśnie, ale mam ich już dośc do końca roku. ;]
Żyję spokojnie, a mimo to mam mało czasu na cokolwiek. Dawno się nie odzywałam, lecz ostatnie obserwacje aż proszą się o komentarz.
Jestem szczęśliwa, nareszcie w pełni szczęśliwa i mogę o tym mówić ze spokojnym sercem. Układa się nie tylko mi, ale i osobom, które są dla mnie ważne. I mam Muzyka, Tego, który codziennie rano życzy mi miłego dnia, który odbiera mnie następnie z przystanku, który mimo zimna zabiera mnie na Rury i pije ze mną tanie wino, który sprawia, że życie jest piękne. Uwielbiam ten stan.
Jednak dnia 11 listopada przeżyłam pewien zawód. Właściwie oboje go przeżyliśmy. Dzień Niepodległości, hura!, trzeba to uczcić! Wychodzimy na Rynek... a tam pusto. Kompletnie pusto.
Ani jednej flagi.
Przepraszam, jedynie jedna flaga na maszcie i to wszystko. Poza centrum z resztą nie lepiej, Rada Miasta w ogóle nie zadbała o to, aby chociaż trochę przygotować miasto na obchody tego szczególnego dnia i gdyby nie prywatne flagi to w mieście nic by się nie zmieniło. Aż serce się kraje...
Zrozumiałabym jeszcze, gdyby nie było funduszy na tyle flag, ale jesteśmy przecież jedną z najbogatszych gmin w Polsce! Ci cholerni politycy tak puszą się tym tytułem, a na flagi ich nie stać?! Czy tylko mi coś tu nie pasuje? Poza tym po co kupować, kiedy każdy mieszkaniec masteczka wie, że flagi są! Tylko co, nie chciało się ich rozwieszać? Trzeba było je dać nam, młodzieży, my już byśmy się nimi zajęli. A skąd wiemy? W pamięci wyryła mi się scena Rynku podczas tragedii smoleńskiej. Cały, calutki plac był wtedy biało-czerwony. Setki polskich flag wisiało na każdym słupie, na każdej lampie, wszędzie, gdzie tylko się dało. Więc co się z nimi stało?
To przykre, że w tak ważnym dniu ludzie to zignorowali. I jeszcze te zamieszki w stolicy... Nie umiem tego pojąć, źle mi z tym. Ale cóż, jeszcze nie mam takiego wpływu, aby jakoś na to zaradzić. Pozostaje mieć nadzieje, że ludzie sami się opamiętają.
Posłuchałeś mojej prośby, Muzyku. Zagrałeś. I grasz nadal, specjalnie dla mnie. Pewnie tego nie przeczytasz, ale nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy! A może i wiesz?
To niesamowite! Nie odzywałeś się przez 11 lat, a kiedyś już to zrobiłeś, wywróciłeś moje życie do góry nogami. Uważasz, że to sprawiedliwe?
Mi to nie przeszkadza.
Dzisiejsza notka jest bardziej osobista, jednak niemniej dla mnie ważna i bogata w przesłanie. Gdzieś już się na ten temat wypowiadałam, iż nie ma sensu szukać miłości na siłę. Ona sama przyjdzie, my możemy jej jedynie nieco pomóc. Szczere uczucie rodzi się niespodziewanie i atakuje w najmniej oczekiwanym momencie, ale właśnie to wprawia, że jest takie piękne. I jak to powiedziała moja kochana Me - im dłużej na nie czekasz, tym bardziej jest wyjątkowe. Mogę potwierdzić te słowa z czystym sumieniem.
Dawno nie czułam się taka szczęśliwa. Nie odbierzcie tego jako przechwałek, bo nie mam tego na celu. Po prostu bardzo, bardzo długo na to czekałam. I mimo chwil zwątpienia czy podłamań w końcu wszystko się ułożyło. A im dłużej się czeka, tym jest to cudowniejsze.
A teraz twoja kolej, moja droga. Wierzę w was, co już nie raz chyba dałam ci do zrozumienia. I może cię to znudzić, a ja i tak będę stała przy swoim, tym bardziej, że wiem, jak tego chcesz i jak dobrze ta znajomość na ciebie działa. Na niego również. "I believe", pamiętasz?
I nie załamuj się. Wiem, że sytuacja jest trudna. Bardzo chciałabym pomóc, ale nie pozostaje mi nic prócz wspierania cię z całego serca. W życiu nigdy nie będzie tak, że wszystko będzie się układać całkowicie idealnie, ty wiesz to najlepiej. Ale po burzy zawsze wychodzi słońce, pamiętasz? ;)
Ostatnio poruszyliśmy w grupie temat, który właściwie chodził za mną już od czasu wieści o śmierci Osamy Bin Ladena. Teraz wróciło to wraz z odejściem Kadafiego. Chodzi dokładnie o rekację ludzi.
Kadafi umarł. "Dobro" zwyciężyło, pozbyliśmy się dyktatora, Libia jest "wolna". Jak to pięknie brzmi, aż serce się raduje, prawda? I słusznie, w końcu czemu się nie cieszyć? Tylko że wszystko ma swój umiar oraz odpowiedni czas i miejsce. Jedną sprawą jest cieszyć się ze zwycięstwa i wolności, inną - radość ze śmierci człowieka, choćby ten był największym draniem na Ziemi. Bardzo dotknęło mnie (i nie tylko mnie) to, jak w telewizji pokazywali ludzi i polityków, którzy gratulowali sobie nawzajem uśmiercenia dyktatora. Lecz co ważniejsze - uśmiercenia CZŁOWIEKA. Kadafi był takim samym człowiekiem, z krwi i kości, jak ty, jak ja, jak sąsiad z naprzeciwka. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam tu na celu jego obrony, bo nawet nie chodzi mi tu o samą jego osobę, ale o niego jako człowieka. Przecież każdy z nas mógł, a nawet w przyszłości może być na jego miejscu. Radość ze śmierci bliźniego nie jest godna pochwały, gdyż jest to bliźni. Tym bardziej, gdy człowiek ginie z rąk ludzi, którzy głosili, iż taki sposób postępowania - ZABIJANIE - jest bezwzględnie złe. Zwalczanie okrucieństwa okrucieństwem, czy to nie jest błędne koło?
A co jest w tym wszystkim najlepsze: najbardziej nie cieszą się ci, którzy faktycznie doświadczyli z ręki Kadafiego czegoś złego. Oni to przeżywają wewnętrznie, osiągając spokój ducha, gdzieś poza kamerami. Najgłośniej krzyczą ci, którzy najwięcej zyskali ze śmierci dyktatora. Druga sprawa to media, które przerażająco bardzo nami manipulują. Pokazują tylko to, co uznają za słuszne, jednak informacje wyrwane z kontekstu są zazwyczaj, za przeproszeniem, gówno warte. Niestety, na to jak na razie nic nie zaradzimy.
Rozmawiałyśmy właśnie o tym z Me i jej kolegami. To bardzo interesujące, szczególnie, gdy jeden z rozmówców ma skrajnie inne podejście do danej sytuacji.
Tak, jestem idealistką.
Poza tym w życiu moim pojawiło się kilka zakrętów. Choroba bliskiej osoby, niesprawiedliwość ludzka, kaprysy innych osób i nieporozumienia wśród znajomych... Jednak to wszystko minie, poradzę sobie z tym.
Tylko graj, muzyku drogi.
Polityka. Jedno słowo i wszystko jasne. Często nad nią rozmyślam, w końcu planuję powiązać z nią przyszłość, ale to takie skomplikowane... Chciałabym, aby w przyszłości zmienić sytuację Polski i żeby ludzie mówili: "Tak, cieszę się, jestem dumny, że mieszkam w Polsce, jestem Polakiem!", ale nie o swoich celach chciałam dzisiaj napisać.
Otóż martwi mnie to, co dzieje się obecnie na naszej scenie politycznej. Ostatnie wybory polegały na tym, aby wybrać mniejsze zło. Nawiążę też tutaj do ostatniej notki, gdzie wspólnie z Me doszłyśmy do wniosku, że naszym światem rządzi hipokryzja. I to jest fakt, w końcu tyle osób narzekało na pana T., a i tak znów wybraliśmy PO. Tu również nasz błąd, że zamykamy się w pewnych ramach - albo PIS albo PO, ale i tak wszyscy są źli, beznadziejni. Czy to na tym ma polegać? Dlaczego nie damy szansy innym partiom - chociażby SLD (choć teraz to już nie to samo) czy PJN, którzy mieli kilka ciekawych pomysłów, ale nie są w stanie się jeszcze wybić...
To przykre.
Oglądając jeszcze spoty wyborcze naszych kochanych polityków nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać. Były po prostu koszmarne. Ni krzty szczerości w nich, a wszystko takie sztuczne, nienaturalne... Pan T. opowiada, jaki to PIS jest zły, zaś Pan K. - jakie to PO nieporadne. Istna wojna polsko-polska.
Co do zachowań samych polityków bardzo irytują mnie ostatnie wydarzenia. Media albo wymieniają, co Pan Premier obiecał w poprzedniej kadencji i w których kwestiach słowa nie dotrzymał, albo zmusza nas do oglądania II Polsko-Polskiej Wojny o Krzyż! Nie macie już dość? Jeśli już o sam krzyż zaś chodzi, to są tutaj do rozpatrzenia różne kwestie - fakt, że dominuje u nas znacznie chrześcijaństwo, a z drugiej strony stanowisko konstytucji. To strasznie zawiłe, ale odnoszę wrażenie, że owa sprawa ma jedynie za zadanie odciągnięcie naszej uwagi od istotnych problemów, jak np. kryzys.
Dlatego moim zdaniem - przynajmniej na razie - Polsce może pomóc jedynie rewolucja. Na pierwszy plan powinni wyjść młodzi, charyzmatyczni ludzie ze świeżymi pomysłami; dobrymi pomysłami! Ja wiem, że to nie zmieni się z dnia na dzień, ale o ile lepiej by było, gdyby partie polityczne współpracowały ze sobą, a nie rzucały sobie nawzajem kłody pod nogi. I kto na tym cierpi? My, szarzy obywatele, których ci szulerzy mają bronić i zapewnić nam lepsze jutro.
Strach się bać.
Ostatnio głowę zaprząta mi pewna myśl... Mianowicie: dlaczego w dzisiejszych czasach tak drastycznie zmieniają się wartości istotne w życiu? Oszustwa, przekręty, zatruwanie życia innym, alkohol, pieniądze... I jak tu się nie dziwić, że ludzie boją się wybijać? Będąc oryginalnym ryzykujesz wyśmianie i zepchnięcie na margines społeczny, nawet jesli ludzie tak naprawdę cię nie znają. Co gorsze - nawet nie chcą poznać... I od razu cię szufladkują: luźne ciuchy - dres; kolorowe włosy - emo albo punk. Jak często właśnie przez ten sposób myślenia ranimy innych. "Nie oceniaj książki po okładce!" - mówią, a potem sami pochopnie wydają osąd.
Ludzie to hipokryci.
Coraz młodsze pokolenia również są coraz bardziej rozpieszczone i wulgarne. Przechodzę koło boiska, a tam sześcio- czy siedmiolatki "kurwami" rzucają, gdzie ja w ich wieku nawet znaczeniem tego słowa się nie interesowałam. Jak uważacie, czy to dobrze rzutuje na przyszłość naszego gatunku? Kolejny przykład: "młodzież", która dla tzw. szpanu pije i pali, ba!, nawet już seksu smakuje! Powiedźcie mi, co 12-latka może tak naprawdę wiedzieć o głębokiej, dojrzałej miłości? Zauroczenie i poważny związek oparty na miłości to dwie inne sprawy.
To przerażające.
Na szczęście istnieją jeszcze osoby prawe i szczere, które doceniają ojczyznę, rodzinę, honor i prawdziwą przyjaźń. Wiedzą, co wolno, a gdzie trzeba sobie odpuścić. Nie przejdą obojętnie obok osoby potrzebującej pomocy. I takich osób jest wbrew pozorom całkiem sporo, choć - niestety - nie stanowią oni większości populacji. A może o to właśnie chodzi? Może ci ludzie są właśnie takimi perełkami wśród szarej masy, promykami słońca, które oświetlają świat tym zagubionym, niczym Ziemskie Anioły?
Jeśli tak jest, to dziękuję Wam z całego serca. Dziękuję za to, że jesteście.
Im dłużej bywam w nowej szkole - a w liceum jestem już półtora miesiąca - tym bardziej mnie ta szkoła zadziwia. Bo kto z was widział już swoją nauczycielkę historii w stroju Lady Gaga albo panią od angielskiego tańczącą do muzyki i w stroju z lat '70? A do tego wychowawczyni w kowbojskim wydaniu, z gitarą i rewolwerem w dłoniach. Poezja w czystym wydaniu!
Podobało mi się to, że osoby na codzień spokojne i dumne w ten jeden, wyjątkowy dzień pokazały nam się z zupełnie innej strony! I każdy z nas - ty, ja, dziewczyna z klatki naprzeciwko i starszy pan z pobliskiej wsi - wszyscy mamy różne maski, które przybieramy w różnych, odpowiednich sytuacjach. Pojawia się w tym momencie pytanie - która jest prawdziwa? Poprzez którą maskę wyrażamy prawdziwych nas? Przez opanowanie? Przez nieograniczoną radość? Przez powagę i ironię? Przez każdą z nich? A może żadna nie jest prawdziwa?
Odpowiedź na to pytanie pozostawiam każdemu z was do indywidualnego przekontemplowania, ponieważ ilu ludzi, tyle odpowiedzi. Ja już swoją znam.
Druga sprawa, która przyprawia mnie o nerwowy śmiech to słowa nauczyciela: "Uczyliście się tego w gimnazjum? Więc zapomnijcie o tym, to bzdura". Haha! Czy to znaczy, że zmarnowaliśmy 3 lata nauki? Okłamywali nas? Ale z drugiej strony to śmieszne, kiedy wszyscy dookoła rozglądają się po sobie ze zdziwieniem i wspólnie poznajemy "prawdziwe" oblicze danego zagadnienia.
Mimo to zasiadam do nauki z przyjemnością. Książki są dla mnie fascynujące, a do szkoły jeżdżę bardzo chętnie. Może to też kwestia wspaniałych ludzi i niesamowitej atmosfery, a także tego, że mam już inne podejście...
Bo jak to mówią: "Człowiek dorasta, gdy uczy się dla siebie, a nie dla szkoły".
Chce mi się śmiać. Pierwszy raz od dłuższego czasu uśmiecham się jak głupia do ekranu komputera i uwierzycie, że to przez jedną, krótką rozmowę? Mieszkam z Nim na jednym podwórku od 11 lat, a tak naprawdę nigdy nie rozmawialiśmy. Aż do teraz. Wystarczył jeden dzień i kilka słów, aby nagle coś zmieniło się o 180 stopni! To naprawdę niesamowite.
Znaliśmy się już z widzenia, mimo to nigdy nie zamieniliśmy ani słowa. Cały czas łączyło nas jednak jedno - muzyka. Codziennie o tej samej porze wychodziłam z psami na spacer, a on w tym czasie grał na gitarze. Często przy jego muzyce również zasypiałam, w końcu mamy okna naprzeciwko siebie. Kiedy teraz o tym myślę to nie mogę zrozumieć jak to możliwe, że przez ponad 10 lat nigdy nie mieliśmy okazji do choć chwilowej znajomości...
To uświadomiło mi również, jak ważne jest, aby czasami zatrzymać się w całym tym biegu i rozejrzeć dookoła. Skupiamy się na rzeczach wielkich, pędzimy w tym Wyścigu Szczurów zwanym Życiem, a gubimy i w efekcie tracimy te maleńkie okazje. Małe sprawy wcale nie są mniej ważne, są wręcz BARDZO ważne.
Zapowiada się ciekawa znajomość, dzięki czemu jestem niezmiernie szczęśliwa. A Ty, Muzyku, nie przestawaj grać...
Czy wy także uwielbiacie naszą piękną, polską jesień? Świat zamyka się w sobie, liście spadają z drzew, zwierzęta się chowają... Ludzie także! Opatulamy się szczelnie mięciutkimi kocami z gorącym kakao w ręku, starając się odizolować od zimna. Brzmi znajomo? I czyż to nie jest niesamowite?
Każda pora roku ma tyle piękna w sobie, jesień również. Ale właśnie wtedy uświadamiamy sobie również jak kruche jest nasze życie, jak szybko przemija. Trzeba z niego korzystać, póki możemy, póki jesteśmy młodzi i piękni, póki mamy czas, marzenia i chęci! Żeby później nie okazało się, że przegapiliśmy swoją okazję.
Witajcie na polu słoneczników, w miejscu, gdzie znajdziecie nadzieję, marzenia i totalnie pokręcone przemyślenia niepoprawnej optymistki. Czas - start!